BLOG VIDEOGRAFICZNY

Twarze, które trudno zapomnieć. Recenzja „Kleru” Smarzowskiego

Dobór aktorów do ról w tym filmie miał chyba za zadanie zbudować wrażenie, że księża mogą rysami przypominać bandytów. Przyglądam się „Klerowi,” który na skandalu zbudował swoją pozycję w 2018 r. Oto recenzja.

 

Historia opowiedziana w najbardziej kasowym filmie polskiego kina ostatnich trzech dekad, to przeplatające się losy trzech księży. Duchowni Lisowski (w tej roli Jacek Braciak), Kukuła (Arkadiusz Jakubik) i Trybus (Robert Więckiewicz) przeżyli pożar kościoła kilka lat temu. Odebrali to, jako cudowne ocalenie, które rokrocznie uroczyście upamiętniają. Dokładniej, zalewają się wódką do nieprzytomności. Taka jest otwierająca scena tego obrazu, którym reżyser Wojciech Smarzowski zaczyna swoją rozprawę z przywarami polskiego Kościoła. Będąc bardziej dokładnym, z przywarami polskich duchownych i hierarchii religijnej. O reżyserze jeszcze powiem to i owo za kilka akapitów. Teraz przyjrzyjmy się naszym bohaterom.

Nie są święci, to ten film stara się komunikuje w każdej minucie. Jacy więc są?

Popijawa, która otwiera obraz "Kler", źródło grafiki: kanał YouTube Kino Świat Polska, wydawcy recenzowanego obrazu

Popijawa, która otwiera obraz „Kler”, źródło grafiki: kanał YouTube Kino Świat Polska, wydawcy recenzowanego obrazu

Duszpasterz Lisowski

Ksiądz bliski wierchuszki polskiej hierarchii kościelnej. Lisowski jest przybocznym arcybiskupa krakowskiego Mordowicza (w tej roli Janusz Gajos). Jest wykształconym, dobrze sytuowanym i ważnym duszpasterzem jednej z kluczowych archidiecezji w Polsce. Okazuje się w pierwszych scenach także niezwykle zaradny, bo przy przygotowywanej, polowej mszy rozwiązuje niezwykle kłopotliwy problem. Udaje mu się w kilka godzin uratować ważne budowlane przedsięwzięcie, bez którego msza może być… co najmniej mniej imponująca niż zakłada arcybiskup.

Lisowski dodatkowo jest ambitny oraz wybitnie łasy na luksusy. Podkreślają to momenty, w których rozmawia przez szpanerski telefon, kiedy jeździ luksusowym samochodem.

Najbardziej ambitny z księży opisanych w filmie, źródło grafiki: kanał YouTube Kino Świat Polska, wydawcy recenzowanego obrazu

Najbardziej ambitny z księży opisanych w filmie, źródło grafiki: kanał YouTube Kino Świat Polska, wydawcy recenzowanego obrazu

Ksiądz Kukuła

Kukuła to przykład zaangażowanego księdza, który pełni posługę kiedy trzeba. Nawet, kiedy jest pijany, po wspomnianej popijawie. Pracuje na plebanii, jako moralny autorytet lokalnej społeczności. Udziela się w szkole kopiąc piłkę z młodzieżą. Jego chyba w tym filmie dotyka najbardziej mocne ostrze scenariusza. Przygotujcie się, że będzie posądzony o pedofilię, niemal stawi czoła linczowi.

Bohaterowie filmu mają rysy tak dobrane, by budowały wobec nich antypatię, źródło grafiki: kanał YouTube Kino Świat Polska, wydawcy recenzowanego obrazu

Bohaterowie filmu mają rysy tak dobrane, by budowały wobec nich antypatię, źródło grafiki: kanał YouTube Kino Świat Polska, wydawcy recenzowanego obrazu

Kukuła jest sumieniem w tym obrazie. Gdy zarazem jego rola to próba naprostowania win i przewinień. Ukrywa on jeszcze jeden, mroczniejszy sekret.

Wielebny Trybus

W końcu Trybus, którego portretuje Więckiewicz. Jak to się dzieje, że ilekroć widzę tego aktora w filmach Smarzowskiego, to gra on alkoholików? Taką rolę, pierwszoplanową dał mu reżyser w dramacie o polskim pijaństwie. To film „Pod Mocnym Aniołem”  z 2014 r. Trybus nie tylko pija, czy upija się, on po prostu jest zakochanym księdzem. I to chyba jego finał tego obrazu stawia, jako najbardziej odpowiedzialnego z trzech kolegów ocalonych z pożaru.

Księża Smarzowskiego to negatywne postaci, nie ma w nich zbyt wiele cech do pochwalenia, źródło grafiki: kanał YouTube Kino Świat Polska, wydawcy recenzowanego obrazu

Księża Smarzowskiego to negatywne postaci, nie ma w nich zbyt wiele cech do pochwalenia, źródło grafiki: kanał YouTube Kino Świat Polska, wydawcy recenzowanego obrazu

Arcybiskup Mordowicz

Nie można pominąć jeszcze jednej postaci w opowieści, którą zbudował scenariusz tego filmu. Kluczem do zrozumienia polskich księży, jakich kreśli Smarzowski ,jest Mordowicz, czyli arcybiskup. Gajos gra tę rolę bardzo dobrze. Co nie powinno być dziwne, bo uważam go za jednego z najwybitniejszych aktorów polskiego kina. O to przeklinający w pewnych chwilach, wymagający, ale i niezwykle drażliwy ksiądz… któremu dobro Kościoła leży na sercu. Mordasewicz jest wybitnym przykładem jacy mogą być ludzie, którym oddano za wiele władzy. Hipokryta do szpiku kości.

To nasi bohaterowie

Kluczową postać krakowskiego arcybiskupa odgrywa Janusz Gajos, źródło grafiki: kanał YouTube Kino Świat Polska, wydawcy recenzowanego obrazu

Kluczową postać krakowskiego arcybiskupa odgrywa Janusz Gajos, źródło grafiki: kanał YouTube Kino Świat Polska, wydawcy recenzowanego obrazu

Moment filmu, w którym pada jedna z najbardziej definiujących arcybiskupa kwestii, źródło grafiki: kanał YouTube Kino Świat Polska, wydawcy recenzowanego obrazu

Moment filmu, w którym pada jedna z najbardziej definiujących arcybiskupa kwestii, źródło grafiki: kanał YouTube Kino Świat Polska, wydawcy recenzowanego obrazu

I niestety to bardzo smutny obraz polskich duchownych. Ten film, w warstwie fabularnej, nie sili się na obiektywizm. Jak głosiło hasło z plakatów, gdy obraz wchodził do kin: „Nic co ludzkie nie jest im obce”, i tak jest. Plejada postaci w tym kinie, to: pedofil z ciężką urazą z dzieciństwa, hipokryci, dewianci, alkoholicy, tchórze, aborcjoniści, karierowicze, szantażysta, i co tylko sobie wymarzycie jeszcze.

Nie ma przebaczenia, nie ma miłosierdzia

Historia obraca się wokół wszystkiego co może być obrazem klasycznych przywar ludzi. I niestety fakt, że bohaterowie noszą sutanny niewiele zmienia.

A co tam, skoro kilka milionów Polaków widziało ten film, silenie się na unikanie spojlerów chyba mija się już z celem.

Lisowski to bezwzględny karierowicz, który posunie się w końcu do szantażu wobec biskupa, by utorować sobie drogę do Rzymu i kariery w Watykanie. Kukuła, jedyny z kręgosłupem moralnym w tym wszystkim, jest posądzony o pedofilię, gdy sam jako dziecko był wykorzystany. Jego próba naprawy stanu duchownego, którą przypłaci życiem na koniec filmu, pozostaje bez odpowiedzi. Jednak obraz, który zarysował reżyser nie pozostawia wiele nadziei, że ktokolwiek się ocknie i coś się zmieni na lepsze. W końcu Trybus, który „popychał” Hankę Tomalę (w tej roli zjawiskowa Joanna Kulig) do aborcji. Jako chyba jedyny bierze na siebie ciężar swojego grzechu, bo co tu dużo mówić złamał celibat i spłodził dziecko ze swoją parafianką (gosposią). Odchodzi ze stanu duchownego i jakoś, w miarę pozytywnie, kończy swoją historię.

Smarzowski nie potrafił, i nie posilił się o pokazanie pozytywnych księży w tym filmie. Ich nie ma. Są tylko: zepsuci, zdemoralizowani i skupieni na sobie i swoich celach dewianci, narcyzi, po prostu źli ludzie.

Ksiądz kochanek i jego ukochana, źródło grafiki: kanał YouTube Kino Świat Polska, wydawcy recenzowanego obrazu

Ksiądz kochanek i jego ukochana, źródło grafiki: kanał YouTube Kino Świat Polska, wydawcy recenzowanego obrazu

Reżyser od filmów przygnębiających

Z jednej strony można reżysera zrozumieć, bo (jak wspomniał jeden z moich współwidzów) księży popkultura i charakterystyczna rola w społeczeństwie nigdy nie pokazuje od negatywnej strony. Ilekroć spojrzymy na bohaterów, którzy zawierzyli życie Bogu, tylekroć widzimy księży modeli zachowania społecznego. Nie ma wśród nich takich, jak opisani powyżej.

Jednak, gdy przejrzymy filmografię Smarzowskiego, to ten film de facto nie odbiega od jego kluczowych obrazów. Smarzowski nakręcił: „Wesele” (2004), „Dom zły” (2009), „Różę” (2011), „Drogówkę” (2012), „Pod Mocnym Aniołem „(2014) – obraz, w którym poznałem jego twórczość, – „Wołyń” (2016). Nie ma wśród tych filmów obrazów z pozytywnym przesłaniem. No może, „Wesele” ma aspekt humorystyczny. Inne z tych filmów to przegląd i próby opisu m.in. polskiej rzeczywistości, z naciskiem na jej przywary i problemy.

Jeśli Smarzowski tak chce się określać, to nie był dobrym wyborem do opisywania polskich duchownych. I to mu chyba w „Klerze” się nie udało, bo jak przyglądałem się temu obrazowi, to nie widziałem księży w bohaterach. Widziałem targanych emocjami niemal gangsterów, którzy od tak dla zabawy wkładają koloratki. Co ciekawe, już gdy zobaczyłem aktorów na plakatach odniosłem wrażenie, że dobierano ich tak, by twarzami budowali antypatię do siebie i sutanny.

"Kler" ukazał się w gorącym politycznie okresie lat 2018/2019., źródło grafiki: kanał YouTube Kino Świat Polska, wydawcy recenzowanego obrazu

„Kler” ukazał się w gorącym politycznie okresie lat 2018/2019., źródło grafiki: kanał YouTube Kino Świat Polska, wydawcy recenzowanego obrazu

Za mało jest w tym filmie posługi kapłańskiej, zmagania się postaci z powołaniem i stanowczo jest tu za mało Kościoła. Reżyser i wszystko, co miał do dyspozycji zebrał tak, by pokazać zdemoralizowanych i hipokratycznych księży, którzy nawet w warstwie teatru swojej posługi, nie są wiarygodni. Może tak miało być, ale dla mnie to spłyciło ten obraz do granicy możliwości. To kino ogląda się z „musu.” Widzimy, jak przez pryzmat wykreowanej w Polsce, wybiórczej oceny duchownych, można opisać ich całą klasę. Trudno ogląda się ten film i pewnie nie będę tego robił więcej.

Podsumowanie

Trzyma dzieło Smarzowskiego w całości bardzo dobra gra aktorska, dobre tempo i ewidentny ton tego filmu. „Kler” Smarzowskiego jest do bólu poważny. Taki ma być. Gdy jednocześnie pod swoim gatunkowym ciężarem traci to czym może być – prawdziwą, realną próbą odpowiedzi na pytanie: Jacy są polscy księża? Odpowiada, że są źli i nie próbuje nie silić się o więcej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.