BLOG - fotografia, montaż video, audio, animacja, 3D, modele 3D, efekty specjalne, filmy, sprzęt

Powiedział: „Twitter nie działa” i jestem skłonny się zgodzić

W czwartek (9 lutego), wieczorem odwiedziłem katowicką Fabrykę Porcelany. W tym kompleksie postindustrialnym, w którym kiedyś powstawała zastawa stołowa, miałem przyjemność słuchać kilku wystąpień o marketingu. Swoją drogą mój ojciec wspomniał, że znał człowieka, który kupował jeden z ostatnich porcelanowych zestawów wyprodukowanych przy ul. … Porcelanowej (a jakże) w stolicy Górnego Śląska. No, ale do sprawy. W czwartek trwał ’Startup Europe Week' Katowice. Seria spotkań, o której nie będę się rozpisywał. Co istotne to to, co powiedział w czasie czwartkowego spotkania Jindřich Fáborský, Director of the Marketing Festival s.r.o. (Czech). Miał w planie dwa wystąpienia. Pierwsze było historią sukcesu jego przedsięwzięcia Marketing Festival a drugie to porażka – konferencja PPC Tribe. Obie imprezy (bo to branża eventowa) Fáborský ekstensywnie promował w mediach społecznościowych, przedstawił szeroko jak udało się je powołać do życia, ile go kosztowało to wyrzeczeń, pracy i pieniędzy. Wiele z jego uwag to cenna wiedza, o której może napiszę jeszcze kiedyś. Co najciekawsze powiedział dwie rzeczy o mediach społecznościowych. Chcę skupić się na jednej.
„Twitter nie działa.” Jindřich Fáborský, Katowice 2017

No dobrze ale co to właściwie znaczy?

Ponieważ pracuję obecnie wysyłając też twity, powiem jasno, że 95 proc. komunikatów jakie na Twitterze tworzę nie przynosi realnej konwersji na cel komunikacyjny. W pracy którą wykonuję obecnie stawiany na „złoty” klik. Przejście osoby na naszą, portalową witrynę. To cel jaki stawia sobie de facto każdy wydawca w internecie. Podeprę się statystyką z mojego osobistego konta. Nie ma ono związku z pracą. Większość moich twittów dociera do blisko 250 osób (po mniej więcej 24 godz.). Starsze (miesięczne) mają zasięg w statystykach powyżej 400, jeszcze starsze, półroczne podchodzą pod 500, czasami 600. Nie jestem guru Internetu więc jasne jest, że to może nie są porażające dane. Klików w linki… zero lub jeden. I nie wiem, czy Twitter nie liczy też moich interakcji z moimi twittami. W tym temacie polecam stronę analytics.twitter.com. Pozwala zobaczyć pewne ciekawe elementy aktywności. Powyższe dane, w zestawieniu z danymi Fáborskýego, wygląda jeszcze gorzej. Podawał kilka przykładów rozchodzących się wpisów o przygotowywanych konferencjach. Były dobre otagowane, ohashowane, podporządkowane, były częścią szerszej strategii komunikacyjnej. Były mierzone etc. szedł w nie też budżet, i … i nic. Ilość serduszek, podań dalej, odpowiedzi nie robiła większego znaczenia. Współczynnik konwersji na sprzedane bilety na wspomniane konferencje, dziwnie znajomy – zero, jeden lub kilka, co oczywiście rozumie się różnicą skali. Twitter nie sprzedał Fáborskýemu udziału w jego konferencjach, nie dawał efektu. Mnie osobiście też nie daje i śmiem wątpić czy komukolwiek coś daje realnego. Co to dla mnie znaczy? Poważnie zastanawiam się, czy nie zrezygnować z prowadzenia jakiejkolwiek komunikacji na tym portalu społecznościowym. O ile w mojej pracy jest to uzasadnione, to już w prywatnym życiu? Nie widzę zastosowania.

Dlaczego prywatnie to się nie sprawdza?

Mam osobiste podejrzenie, które sugeruje – Twitter to nie polska specyfika. To co powiem kłuci się z tym co mówił mi kiedyś na szkoleniu Przemysław Grzywa (wówczas z Regionalnej Izby Gospodarczej w Katowicach). Śmiem twierdzić, że Twitter w Polsce to domena dwóch środowisk – politycznego … i chyba trochę profesjonalnego, ale i tu się poważnie zastanawiam. Przemek Grzywa sugerował, że Twitter zrobił karierę w niektórych polskich kręgach, ja tego nie widzę. Jest to dla mnie medium zdecydowanie „za szybkie” i zdawkowe. Nawet jeśli spamuje się non stop informacjami to ograniczenia w liczbie znaków są dla mnie częściej porażką niż powodem do zadowolenia. Praktyki łączenia twittów (1/3, 2/3, 3/3) to atrapy i tyle. Twitter mnie zawodził i zawodzi, a korzystam z niego tylko z zawodowego musu i odrobiny nostalgii. Nie miałem z nim też osobistych przyjemności.

Boty na potęgę

Wiele moich wpisów lubią profile, których z uwagi na szacunek do siebie tutaj nie przytoczę. Na pierwszy rzut oka widać, że to a. boty polityczne (to w pracy), albo b. boty o …wątpliwych intencjach. Przerażało mnie to i nadal trochę zastanawia. A co gorsza Twitter nic z nimi nie robi – nie potrafi, albo nie chce. Podzielę się z wami więc moim dylematem – nie wiem co zrobić z moim kontem prywatnym? Pozostawię to pewnie gdzieś w tyle głowy i wrócę do tego za jakiś czas. Skłaniam się ku temu, że konto pozostanie jako relikt mojej przygody z Twitterem, która trwa formalnie od marca 2010 roku. Liczy 1 589 twittów, 117 obserwujących. Zdjęcie główne: pixabay.com, domena publiczna

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.